Urodziny Księżnej Daisy i Festiwal Zupy. Komentarz subiektywny

28 czerwca 2015 21:47. Happening upamiętniający rocznicę urodzin księżnej Daisy von Pless. Zamek Książ / Wałbrzych, czerwiec 2015. Tekst i fot. Jacek Zych

Happening mający upamiętnić urodziny księżnej Daisy von Pless w Książu i Dolnośląski Festiwal Zupy w Jedlinie - to dwie niedzielne imprezy, które mogły być fajne... ale nie były. Pierwszej zabrakło zupełnie organizacji, osoby, która spięłaby całość słowem i komentarzem. Druga po prostu mi się nie podobała. 

W niedzielne południe na dziedzińcu Zamku Książ nagle pojawiły się stoły ze skromnym kateringiem i namiot z fontanną czekolady. W misach czekały począstkowane owoce. Na trawie, na kraciastych kocach rozłożyły się panie w przepięknych strojach z epoki, budząc zrozumiałe zainteresowanie i tak już zdziwionych pojawieniem się stołów z kanapkami, turystów. „Księżna”, która w glorii i chwale miała wjechać na dziedziniec główną bramą, pokierowana przez pracownika ochrony bocznym wejściem pojawiła się znienacka zza węgła hotelu. Nie padło ani jedno słowo komentarza. Nikt z gości nie dowiedział się, co się dzieje.

Oszalały powożący gnał konie kłusem dookoła dziedzińca. Wrażenie ogólnego chaosu i zamieszania potęgował tłum, który zainteresowanie nieznajomą kobietą w bryczce przeniósł natychmiast na namiot z doskonale sobie znanym, darmowym jedzeniem. To tam skupiła się uwaga „urodzinowych gości”. Kiedy kanapki i czekolada się skończyły tłum zainteresowanie stracił i rozszedł się w nieznośnym milczeniu.

Bryczka z księżną odjechały, panie w strojach z epoki zniknęły w Zamku, porzuciwszy na trawniku rozrzucone w nieładzie pozostałości po udawanym pikniku. Pozostał smutek , nostalgia i unoszące się w powietrzu pytanie: „Ale o co chodzi?” Nikt na nie nie odpowiedział, nikt nie zainteresowanych nie poinformował, nikt nie wytłumaczył. Mateusz Mykytyszyn, główny organizator tej imprezy udzielał zdezorientowanym gościom zdawkowych informacji, jednak nie dało się nie odnieść wrażenia, że ciężar informowania zainteresowanych spadł na zebranych w Książu dziennikarzy. Czegoś w całej imprezie zabrakło. Zabrakło organizacji, dbałości o detale. A diabeł, jak mówi przysłowie, tkwi w szczegółach.

*

Festiwal według Słownika Języka Polskiego to powtarzające się, cykliczne wydarzenie o charakterze artystycznym. Zastanawiam się, gdzie doszukać się pierwiastka artystycznego w festiwalach, które mnie atakują z każdej strony; festiwalu sera, gulaszu, kuchni polowych, zupy. Czekam na festiwal skarpet w kratkę noszonych na lewej nodze.

Stoiska uczestników konkursu zupy w Jedlinie przyciągają do miasta setki amatorów darmowego jedzenia. Wijące się w nieskończoność kolejki do plastikowej miski przywodzą na myśl czasy najgłębszej komuny. Paradoksalnie, wielokroć tę samą zupę dostać można w nieodległej restauracji za kilka zaledwie złotych zupełnie bez kolejki. Trawniki, krawężniki, skwery i każda wolna przestrzeń rozjeżdżona jest przez samochody. Tanie, festynowe piwo sprzyja użyźnianiu krzaków i zagajników. Konkurs. Festyn. Odpust. Albo dzień darmowej miski. Ja żadnego festiwalu w tym nie widzę.

Festiwal Zupy. Jedlina–Zdrój, czerwiec 2015. Fot. Jacek Zych

Festiwal Zupy. Jedlina–Zdrój, czerwiec 2015. Fot. Jacek Zych

 

Dodano: 28 czerwca 2015 21:47
.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

`