Mówili o nim “Bania”, bo potrafił strzelić z główki. O Krzysztofie Piątku opowiadają jego pierwsi trenerzy

24 stycznia 2019 15:56. Paweł Sibik, prezes Lechii Dzierżoniów wskazuje na fotografii z 2014 roku Krzysztofa Piątka . 24.01.2019 r. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

Tematy: 


35 mln euro – taką rekordową kwotę zapłacił za Krzysztofa Piątka klub AC Milan. Polski napastnik przeszedł testy medyczne i podpisał kontrakt. Tym samym można już mówić, że Piątek jest najdroższym polskim piłkarzem w historii.

Z rodzinnej Niemczy do Dzierżoniowa Krzysztofa Piątka przywiózł obecny wicestarosta dzierżoniowski, Krzysztof Bolisęga:

– Pewnie gdybym nie ja go zobaczył, to zrobiłby to inny trener i też by pokierował go dobrze. Pierwszy kontakt mialiśmy w 2006 roku, gdy odwiedziłem Niemcze. Tam zobaczyłem go na boisku i od razu chciałem mieć u siebie w drużynie. Krzysiek na początku może nie był wyróżniającym się, najlepszy, zawodnikiem w drużynie… Ale miał największą energię i wszędzie go było pełno.

Mówili na niego „Bania”, bo potrafił doskonale strzelić z główki – tak o Krzysztofie Piątku, najdroższym polskim piłkarzu w historii, mówią jego pierwsi trenerzy. W Dzierżoniowie rozmawialiśmy  z Pawłem Sibikiem, byłym pomocnikiem Reprezentacji Polski, a obecnie prezesem klubu Lechia Dzierżoniów, gdzie Krzysztof Piątek rozpoczynał karierę.

– Krzysiu był takim samym zawodnikiem jak inni w jego roczniku – mówi w rozmowie z Dziennikiem Paweł Sibik. – Za bardzo się nie wyróżniał, nie był też jakimś tam super grzecznym chłopcem. Wiadomo, jak to młody człowiek, różne miał pomysły. Ale miał też cechę, która go odróżniała od wszystkich: był bardzo pracowity. Słuchał trenera, nigdy nie narzekał, no i miał ten dryg… kiedy pod bramką przeciwnika inny zawodnik jeszcze piłkę przyjął, myślał co z nią zrobić, u niego ta piłka już dawno była w siatce. To taki instynkt wrodzony, naturalne coś, czego się nie da wytrenować.

Bania na niego wołali. Co tam znalazło się na głowie Krzysia, to lądowało w siatce. To jest też jeden z tych atutów. Możemy każdego zawodnika nauczyć grać głową – wiadomo: musi wyskoczyć, musi trafić w piłkę. Krzysia nie trzeba było tego uczyć. On takie rzeczy po prostu wiedział. No i najważniejsze: timing. Wie, kiedy wyskoczyć i gdzie. Czy pójść do przodu, czy czy się cofnąć, zawisnąć. A takie rzeczy to już bardzo trudno wyćwiczyć.

Paweł Sibik, prezes Lechii Dzierżoniów. 24.01.2019 r. Fot. Jacek Zych / Dziennik Wałbrzych

Zapytaliśmy Pawła Sibika o to, jak jego zdaniem potoczy się kariera Piątka:

– Krzysiek w ciągu 3 lat zrobił po prostu niesamowite transfery. Z Lechii Dzierżoniów poleciał do Zagłębia Lubin, oszlifował się w Cracovii. Potem Genua, teraz Milan. Ja uważam że on teraz troszkę przystępuje. Jestem realistą, wiem że tam są oczekiwania dużo większe niż w Genui. Zresztą widzimy Higuain odszedł, niezadowoleni są z napastników, którzy tam do tej pory byli… szukają kogoś kto kto będzie strzelał gole. Na nim na pewno teraz będzie ciążyła duża presja, ale on jest właśnie taki też typ faceta, że takie rzeczy zostawia z tyłu, za głową. Wychodzi na boisko i robi to co lubi na i nie umie najlepiej.

W Dzierżoniowie „Piątkomania” trwa już od dobrych dwóch lat. Przypomnijmy jednak, że w ostatnim czasie nie tylko Krzysztof Piątek wybił się z Dzierżoniowa: wcześniej Jarosław Jach, który przeszedł do Zagłębia Lubin i dalej do Crystal Palace, Michał Masłowski, który zadebiutował w reprezentacji Polski. Z oddalonych o 15 km Dzierżoniowa Ząbkowic Śląskich pochodzi Piotrek Zieliński, zawodnik reprezentacji Polski.

Komentarze

Dodano: 24 stycznia 2019 15:56
Pozostałe informacje
© DTP Service s.c. Wałbrzych 2015