Moja historia. Uznana skrzypaczka przyjechała do Polski, by jej syn miał najlepszych nauczycieli. W Studio Dziennik Olga Malyk

Tematy: 


Utalentowana ukraińska skrzypaczka. Zasłużona artystka Ukrainy. Solistka Akademickiej Orkiestry Symfonicznej Chmielnickiej Filharmonii Okręgowej. Uczestniczka symfonicznych i kameralnych koncertów jest gościem specjalnej edycji programu Studio Dziennik. Ze skrzypaczką rozmawia Irena Rerich.

Z różnymi orkiestrami symfonicznymi i kameralnymi pani Olga objechała praktycznie cały świat. Odwiedziła trzydzieści krajów, między innymi Północną Amerykę, Koreę, Wielką Brytanię i wiele krajów w Europie. Pół roku temu przyjechała do Wałbrzycha. Dziś jest skrzypaczką Filharmonii Sudeckiej.

Irena Rerich: Pamiętasz, kiedy po raz pierwszy wyjechałaś za granicę? Jakie wrażenia?

Olga Malyk: Po raz pierwszy pojechałam za granicę, jako uczennica, ale prawdziwe doświadczenia zdobyłam, jako studentka filharmonii. Pojechałam do Belgii. To była moja pierwsza miłość. Pamiętam od początku do końca. Byłam bardzo zdziwiona gładkimi drogami. To był szok. Bruksela bardzo stara, ale fajna. Bardzo zadbana. To był kulturowy szok. Uczyłam się we Lwowie. To też bardzo fajne miasto, ale Bruksela to po prostu ideał.

IR: W czasie podróży nie brakowało niespodzianek. Co to było?

OM: Różne sytuacje. Na przykład mieliśmy tour z niemieckim impresario. Bardzo wielka orkiestra, chór, balet. Chór z Kijowa, a balet z Czech. Mieliśmy bardzo wielki występ, graliśmy Aidę i solistka potknęła się na bardzo wysokich schodach, i potknęła się. To było w czasie występu opery. Była bardzo długa przerwa. Śpiewać mogła. Nałożyli jej gips. Po tym nie mogła chodzić. Śpiewała zza kulis, a balerina udawała, że śpiewa. To było ciekawe.

Jeszcze była sytuacja, graliśmy w pałacu lodowym w Porto i było bardzo zimno. Zakładaliśmy kurtkę, palto, kto co miał. Było bardzo zimno, dlatego, że lód był pod nami. Zobaczyłam sufit i nie było szyb w oknach. Było po prostu wszystko otwarte. Bardzo wielkie okna, zima i brak szyb. Nie wiedziałam czy będę chora, czy nie. Czekaliśmy na pokaz ogni, bo był tam zaplanowany pokaz na świeżym powietrzu i czekaliśmy, żeby było nam cieplej.

Jeszcze była sytuacja, szybko opowiem o tym, to było w Arabskich Emiratach. Siedem dni mieliśmy korepetycje mieszkaliśmy w siedmiogwiazdkowym hotelu i w siódmym dniu musiał być koncert. W tym dniu padał deszcz. Okazało się, że przez czterdzieści lat tam nie padało, a w dniu, w którym był koncert była burza.

IR: Tourne za granicą daje możliwość rozwoju muzykowi i doświadczenia, ale Twoja rodzina zdecydowała się o przeprowadzce do Polski. Dlaczego?

OM: Zawsze marzyłam, żeby mieszkać w Polsce i tak wyszło. Starszy syn skończył szkołę muzyczną i musieliśmy zdecydować co wybrać. On gra na wiolonczeli i na Ukrainie był problem z dobrym nauczycielem, dobrą szkołą, żeby on otrzymał dobre wykształcenie muzyczne. Oprócz tego mój dziadek był Polakiem i wiem, że Polska ma bardzo dobrą szkołę muzyczną dla wiolonczeli. Mój znajomy pracuje w szkole muzycznej, jako nauczyciel, ma dobre doświadczenia i tak zdecydowaliśmy, że będzie syn uczył się w Polsce, akurat u tego znajomego. I nie żałuję, że tak wyszło.

IR: Co wiedziałaś o Wałbrzychu?

OM: Tylko, że tutaj jest Zamek Książ. To jest pierwsze o czym przeczytałam w Wikipedii, później zobaczyłam zamek na żywo, naprawdę jest fajny.

IR: Jaka atmosfera panuje w Filharmonii Sudeckiej, jakie masz stosunki z kolegami z pracy?

OM: Bardzo fajni ludzie. Wspaniali. Zawsze pomagają. Z uśmiechem zawsze chcą pomóc, pokazać. Mamy bardzo dobre stosunki. Czuję się tam jak w rodzinie, też uważam, że oni są też moją rodziną. Bardzo mi się podoba.

IR: Pani syn uczy się w szkole w Częstochowie, czy nie żałujesz, że on uczy się w Polsce?

OM: Nie żałuję, dlatego, że on jest bardzo zajęty, ma dużo różnych koncertów i konkursów. Jedna z uczennic gra na fortepianie i wspólnie z nią mój syn zajął drugie miejsca w międzynarodowym konkursie w Winnicy. Teraz szykują się do kolejnego konkursu. Widzę, że on rozwija się jako muzyk. On nie znał języka polskiego i teraz ma zajęcia dodatkowe z różnych przedmiotów. Cały czas się rozwija i to jest bardzo dobre.

IR: Jako nowy mieszkaniec Wałbrzycha, jakie masz problemy?

OM: Nie. Problemów dużych nie mam. Ze wszystkimi problemami pomagasz… mi Ty.

IR: Bardzo dziękuję.

OM: Bardzo mi pomagają wszyscy, z którymi pracuję, nauczyciel ze szkoły, gdzie uczy się syn też mi dużo pomaga. Jak mam jakieś pytania to zawsze mi ktoś pomaga.

IR: Co jest najgorsze w emigracji?

OM: Najgorsze jest to, że jestem teraz bez męża. Moim zdaniem, jak jest cała rodzina to jest łatwiej i moralnie, i psychicznie. Teraz czuję się gorzej, bo wszystkie problemy muszę załatwiać sama. Mój mąż jest teraz na Ukrainie, niestety nie ma możliwości przyjazdu do nas, ale ja bardzo bym tego chciała.

IR: Mamy nadzieję, że te marzenie spełnią się. Mamy nadzieję, że przyjedzie do Was, do swojej rodziny. Co chciałabyś powiedzieć rodzinie, przyjaciołom, znajomym z Ukrainy?

OM: Ja ich bardzo kocham, lubię wszystkich. Smutno bez Was. Chciałbym, aby na Ukrainie był spokój, żeby była możliwość, aby muzycy zostawali w swoim kraju, mieli możliwość rozwoju, żeby zajmowali się kulturą Ukrainy, żeby były takie możliwości, żeby było więcej pomocy ze strony tych osób, które mają na tę sytuację.

IR: Ale jako ukraiński muzyk, tutaj za granicą, też reprezentujesz Ukrainę.

OM: Tak. Moim zdaniem to jest patriotyzm, aby reprezentować swój kraj, swoją pracę, jak najlepiej, bo za tobą stoi twoja rodzina, twój kraj i wszyscy muszą wiedzieć, że Ukraina ma fajnych ludzi, fajnych muzyków.

Dodano: 22 kwietnia 2021 18:00

Pozostałe informacje
© DTP Service s.c. Wałbrzych 2015