Jamie xx w „In Colour” chce zjeść ciastko i mieć ciastko. Tak się nie da.

9 czerwca 2015 11:19.

Wnioskując po płycie „In Colour”, podejmowanie decyzji u Jamiego Smitha przypomina kobietę próbującą wybrać strój na randkę. Anglik niby nagrał solowy album, ale całkowicie od swojego zespołu The xx nie potrafił się odciąć, zapraszając koleżankę Romy Madley Croft. Z jednej strony chciał ewidentnie nagrać coś przede wszystkim dla siebie, dać wyraz swej fascynacji brytyjską sceną klubową głównie lat 90. („The Rest Is Noise”), z drugiej jednak marzyły mu się wakacyjne hity („I Know There’s Gonna Be (Good Times) z udziałem Young Thuga i Popcaana). Trochę chciałby z tym materiałem dawać nocne sety DJ-skie w mniejszych festiwalowych namiotach, a trochę być gwiazdą na największych scenach. Zasadniczo odszedł od minimalizmu, który przysporzył mu uznanie z grupą The xx, urozmaicił aranżacje, ale żeby te utwory były bardzo wyraziste, charakterne, ujmowały ciekawym brzmieniem, to nie powiem.

Nawet zakładając, że miała to być płyta eklektyczna, kolorowa, wielobarwna niczym okładka, jest w niej coś rozlazłego, rozmytego i rozmemłanego. Ani klimatu, ani wybitnych melodii, ani intrygujących kompozycji. Raz za bardzo komercyjnie, raz za mało. Bez ryzyka, bez choćby odrobiny szaleństwa. Najgorsze, że pojedynczo nie są to złe utwory. Przyjemnie zamulone „Girl”, eteryczne „SeeSaw”, wspomniane już wirujące „The Rest Is Noise” bez wątpienia godne są uwagi. Całość jednak przypomina potrawę ze źle dobranymi składnikami, na dodatek niedosoloną. Zjeść się da, ale za dokładkę podziękuję.

Dodano: 9 czerwca 2015 11:19
.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

`