Co zabiło frekwencję na rozgrywkach Final Four? Ceny czy brak promocji?

16 sierpnia 2015 13:48. Siatkarze Słowenii pozdrawiający nielicznych kibiców po meczu Słowenia - Macedonia (3-0). Finał Ligi Europejskiej Final Four w siatkówce mężczyzn. Wałbrzych, sierpień 2015. Fot. Jacek Zych

Przy dźwiękach „We are the champions” - hitu zespołu Queen, strzelającym konfetti i we fleszach fotoreporterów w piątek wieczorem wskakiwali na podium zwycięscy siatkarze Słowenii. Tym samym zakończyły się Finały Ligi Europejskiej w siatkówce mężczyzn – największa i najbardziej prestiżowa impreza sportowa, jaka od lat miała miejsce w naszym mieście. Kiedy opadły emocje, opustoszały pokoje hotelowe w Aqua Zdroju, a drużyny rozjechały się do domów przyszedł czas na podsumowanie. 

Nie ulega wątpliwości, że finał rozgrywek Ligi Europejskiej to impreza, która mogła ściągnąć do naszego miasta kibiców z całej Polski, przynosząc mu zasłużony splendor i chwałę, na które od lat pracuje mnóstwo osób. Dzięki transmisji telewizyjnej na żywo  potencjalni sponsorzy mogli dostrzec nieodkryty diament w postaci miejsca nietkniętego reklamową ręką, a organizatorzy wielkich imprez nowoczesną halę, która bez trudu mieszcząc tysiące widzów może być areną największych zmagań sportowych w tym kraju. Wszyscy inni mogli zobaczyć Wałbrzych żywy, kolorowy, tryskający dobrą energią.

Mogło tak być. 

Niestety nie było. Zamiast tego organizatorzy (Polski Związek Piłki Siatkowej) doświadczyli szarej, wałbrzyskiej rzeczywistości – pustych krzeseł, niesprzątanej między meczami hali, którą zamiast  śpiewu kibiców wypełniało głuche echo. Sponsorzy nie płacą za wyświetlanie reklam w pustych halach sportowych. Żądają widowiska, szału, kolorowego zawrotu głowy. Niestety szału nie było, o czym się świetnie mogli przekonać widzowie Polsatu Sport, transmitującego zmagania najlepszych drużyn starego kontynentu. Puste trybuny straszyły podczas wszystkich meczy turnieju. Jedynie sobotni pojedynek Polski i Estonii przyciągnął większą ilość kibiców, którzy rozsiani po hali, mogli sprawić wrażenie frekwencji godnej rangi imprezy.

Na tym jednym spotkaniu zainteresowanie widzów niestety się skończyło. Już finałowy mecz Słowenii i Macedonii oklaskiwało tylko kilkuset wiernych fanów obu drużyn i niewielka garstka fanów siatkówki z naszego kraju. Klęska i porażka dopełniła się podczas ceremonii dekoracji, kiedy to nawet nieliczni podzielili się i w części rozeszli, a ci którzy zostali, przeszli do sektorów przed podium, bezlitośnie odsłaniając nagość i bezradność organizacyjną Aqua Zdroju. Puste krzesła, pustą halę i dekorację zawodników oklaskiwaną przez garstkę najwierniejszych fanów zobaczyli na żywo widzowie w całej Polsce.

Co poszło nie tak?

Pierwsze, o czym myślę, to kwestia finansowa. Ceny biletów zaproponowane przez Aqua Zdrój były cenami zaporowymi. Ustanowienie średniej ceny biletu na 1 dzień turnieju na poziomie 55 zł oraz brak biletów ulgowych dla dzieci i młodzieży to strzał w kolano. Trzyosobowa rodzina musiała zostawić w kasie średnio 160 zł za 1 dzień imprezy. To bardzo dużo pieniędzy. Całkowicie zlekceważono promowaną i nagłaśnianą przez prezydenta Szełemeja Kartę rodziny, która teoretycznie powinna ułatwić 4- i więcej osobowym rodzinom udział w takich imprezach.

Czy jednak na pewno to ceny biletów zadecydowały o niskim zainteresowaniu turniejem? Chyba nie do końca. Naszym zdaniem winę za to ponosi promocja, a raczej zupełny jej brak.

Zupełny brak promocji

Turniej poprzedziły dwie konferencje prasowe, zorganizowane w Aqua Zdroju. Pierwsza, na kilka tygodni przed i następna przed samym turniejem. To, co zaskakiwało, to udział wyłącznie lokalnych  mediów. Mimo europejskiej rangi imprezy zabrakło przedstawicieli nie tylko ogólnopolskich, ale nawet okolicznych gazet, portali i telewizji. Świdnica, Jelenia Góra, Kamienna Góra, Wrocław – wszystkie te miasta pominięto w niezrozumiałym przekonaniu, że ranga i sława imprezy dotrze tam lotem błyskawicy, ściągając tłumy do hali na Ratuszowej. Ale przecież nie samą prasą człowiek żyje. Sprawdziliśmy. W żadnym z tych miast nie udało się nam trafić na billboard, ulotkę, czy choćby informację finałach Final Four. Nawet w miastach Aglomeracji Wałbrzyskiej ze świecą szukać by reklamy. Mieszkańcy gmin ościennych często w ogóle nie wiedzieli o tym, że w Wałbrzychu  rozgrywana będzie tej rangi impreza.

Przykład brać z Książa

Jak ważna jest promocja poza granicami miasta i Aglomeracji powiedzieć może prezes Urbański, który sprytnym, przemyślanym i konsekwentnym działaniem promocyjnym ściąga do Zamku Książ dziesiątki tysięcy ludzi na nie mające nawet cienia rangi finałów Ligi Europejskiej imprezy typu Święto Kwiatów czy Festiwal Tajemnic.

Nie robi tego jednak za pomocą konferencji prasowych. Przypomnijmy, że w maju po Wrocławiu jeździły tramwaje reklamujące Święto Kwiatów, a w promieniu 100 km od Wałbrzycha stały billboardy reklamującą tę imprezę. Przez konsekwentne działanie marketingowi Książa udało się wmówić ludziom z całego Dolnego Śląska, że jeśli nie przyjadą w tym dniu do zamku ich życie straci sens.

Tu wracam do podniesionej już kwestii finansowej. Koszt parkingu, wejściówki i frykasów typu pajda chleba ze roztopionym, płynnym smalcem częstokroć przewyższały ceny wejściówki na turniej Final Four. Prezes Urbański dostrzegł jednak to, co zupełnie zlekceważyli pracownicy Aqua Zdroju. Zrozumiał, że w dzisiejszych realiach ekonomiczno-społecznych wielkich imprez nie da się zorganizować jedynie dla biednych, liczących każdą złotówkę i nieobytych mieszkańców Wałbrzycha. Że adresatem wielkich imprez jest cały Dolny Śląsk i to tam trzeba szukać pieniędzy, a nie w zaściankowym, kochającym tanie piwo na tandetnych festynach osiedlowych, Wałbrzychu.

Czy będzie druga szansa?

Nie wiem, jakie wrażenie wywarła organizacja imprezy na Polskim Związku Piłki Siatkowej. Zadaliśmy to pytanie przedstawicielowi PZPS, czekamy na odpowiedź. Pozostaje mieć nadzieje, że takie lokalne, nie sięgające dalej niż „oko sięga” działanie nie przyniosło więcej szkody niż pożytku. Mieć nadzieję, że hala na Ratuszowej będzie jeszcze miejscem wielkich, europejskich zmagań, wypełniając się chóralnym dopingiem tysięcy gardeł.

Dodano: 16 sierpnia 2015 13:48
.
  • gość pisze:

    01.08 w tej samej hali odbył się mecz (sparingowy!) koszykówki Polska – Czechy. Hala pełna w 98%. Czy promocja była lepsza? Wg mnie nie. Co zabiło frekwencję na siatkówce? Termin, może ceny, ale przede wszystkim samo wydarzenie nie było atrakcyjne – drużyny: Austria, Dania, Izrael, Estonia – to one miały przyciągnąć tlumy? Termin – wakacje, upały, tuż przed weekendem, który dla wielu pracowników etatowych był „długi”, bo za święto przypadające w sobotę oddawano wolny dzień przeważnie w piątek (14) lub w poniedziałek. W tych okolicznościach nie było co liczyć na przyciągnięcie tłumów ludzi i może słusznie ograniczono promocję, bo i tak byłaby nieskuteczna – dzięki temu ktoś zaoszczędził. Natomiast najwierniejsi fani wiedzieli o tym bez żadnej promocji i dla nich również ceny nie były przeszkodą. Myślę, więc że optymalnie to rozwiązano, a winnym słabego efektu są tylko niefortunny termin i obsada zawodów.

  • Daro pisze:

    Dziwne bo kilka tygodni wcześniej była w Wałbrzychu kadra koszykarzy i zapełniła halę grając jedynie towarzyski mecz. Kibice olali turniej tak jak pzps go olał.. przesyłając do walbrzycha 3 kadrę która mierzyć się miała z potęgami pokroju Estonii i Macedonii… niestety kibic jest wymagający i nie przyjdzie szaleć na trybunach przy marnym widowisku…

  • ktoś pisze:

    Trzeci skład ,marna gra ,czy to miało przyciągnąć kibica ?Co do obycia walbrzyszan to kulturą i obyciem nie grzeszą również stali bywalcy np klubu A’propos ” chlop ze wsi wyjdzie ,wieś z chłopa niekoniecznie „.

  • Highti pisze:

    Na siatce nie bylem, ale mialem byc okazje kilka dni wczesniej na koszu. Nie jestem przekonany, ze hala byla pelna. Mozna bylo dostrzec duza ilosc wolnych miejsc, zwlaszcza w srodkowych sektorach. Na koszu mi sie nie podobalo, poniewaz praktycznie nie bylo dopingu. Ewodentnie zabraklo miejscowych fanow lub zagorzalych fanow reprezentacji z calego kraju. To oni robia atmosfere, to oni nakrecaja reszte publicznosci. Ta wlacznie ze mna, ktora byla na koszu byla niespotykanie drtetwa. Nawet spiker nie pomogl. Podobnie pewnie bylo na siatce, zwlaszcza jak nie grali nasi. Poprostu nie jestesmy tego nauczeni, ze impreza tej rangi jest w Walbrzychu i warto na niej byc. Niestety poziom sportow druzynowych w naszym miescie jest slaby (z wylaczeniem pilki kopanej Pan) i taki sam a nawet gorszy jest nasz doping i ogolne zainteresowanie sportem. Jestesmy piknikami i tyle :(

  • ahoj_wam_wszystkim pisze:

    Raz – kibic reprezentacji Polski kibicuje reprezentacji nawet jeśli jest to drugi, albo trzeci skład. Kibic siatkówki kibicuje sportowcom niezależnie od barw, kolorów. Inaczej jest piknikowym lanserem, januszem polsatu co to się ogląda na wszystkich i szuka najtańszego piwka.

  • Oskar pisze:

    Frekwencję zabiły ceny biletów i dziwny termin w środku tygodnia. Wielu moich znajomych, kibiców siatkarskiej Victorii Wałbrzych, z chęcią by poszło na mecze, ale o 17 jeszcze byli w pracy. Ceny biletów – bez komentarza. Dwa dni, dwie osoby, dwie stówy w plecy. Dla wielu to 10% domowego miesięcznego budżetu.

  • Dodaj komentarz

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

    `