Polecamy na VOD: Dziennik panny służącej (Journal d’une femme de chambre)

27 maja 2015 14:48.

Film Benoît Jacquota niemiłosiernie nudzi. I nawet śliczna i zdolna Léa Seydoux nie wnosi do niego życia.

Za XIX-wieczną powieść Octave’a Mirbeau brali się już najwięksi mistrzowie kina – Jean Renoir i Luis Buñuel. Obaj potrafili przygodom młodej służącej nadać charakteru i swojego własnego niepowtarzalnego stylu. Trzeba przyznać, że również Benoît Jacquot do tej opowieści wniósł samego siebie. Najnowsza ekranizacja „Dziennika…” jest bowiem równie nudna i niedoskonała jak poprzednie dzieła francuskiego reżysera.

Główna bohaterka, Celestine, młoda i śliczna pokojówka oczekuje od życia więcej, niż los może jej zaoferować. Świadoma swoich walorów zauważa, że jest obiektem seksualnej fascynacji kolejnych panów domu. Początkowo broni się przed tym, ale szybko zaczyna czerpać przyjemność z coraz bardziej odważnych erotycznych przygód.

W najnowszej ekranizacji powieści Mirbeau nie jest jednak ani odważnie, ani przyjemnie. Film Jacquota to grzeczna przypowiastka niewykorzystująca potencjału scenariusza. Zamiast drapieżnego spojrzenia na francuską klasę wyższą z ich wszystkimi niedoskonałościami, reżyser beznamiętnie przedstawia historię pokojówki, nie doszukując się w niej niczego więcej. Nie starcza mu pomysłu nawet na zakończenie, pozostawiając widzów z uśmiechem politowania na twarzach.

Obsadzenie w głównej roli nagrodzonej w Cannes za „Życie Adeli: Rozdział 1 i 2” aktorki było dobrym posunięciem, lecz niewystarczającym. Nawet ponętna Léa Seydoux nie ratuje filmu Francuza od banału.

Dodano: 27 maja 2015 14:48
.

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

`