Dodano: 16 stycznia 2018 10:32

nasz news „Biedaszyby? Od lat nie mają nic wspólnego z biedą”. Rozmowa z mężczyzną, który przeżył zasypanie na Sobięcinie

Tematy: 


Ma 25 lat i jest biedaszybnikiem, chociaż nie lubi tego określenia. Woli, żeby o nim mówić „kopacz”. Z Rafałem umówiłem się na Sobięcinie, tuż obok miejsca, gdzie 12 grudnia 2017 roku w nielegalnym wyrobisku obsunęły mu się na głowę tony skał i ziemi. Na spotkanie przyjechał nową, czarną Toyotą. Schludnie ubrany, młody człowiek. Prawą dłoń ukrywał w rękawie buzy, na którą mimo przenikliwego zimna, nałożony miał jedynie bezrękawnik.

Przepraszam, mam strzaskaną prawą rękę i kłopoty z ubieraniem – powiedział podając na powitanie lewą dłoń. – Wie pan, to nie jest tak, jak ludzie mówią, że mnie wyciągnęli i kilka godzin później wyszedłem ze szpitala. Przeleżałem tam 5 dni. Miałem pęknięte żebra, zgruchotaną miednicę, przebite płuco i obitą opłucną. Minął miesiąc, a widzi pan – ręka w gipsie, barkiem nie mogę w ogóle ruszać.

Jacek Zych, Dziennik Wałbrzych [JZ] Panie Rafale, stoimy w miejscu, gdzie miesiąc temu dostał Pan od losu nowe życie. Proszę opowiedzieć, jak to się stało.
Rafał (nazwisko do wiadomości redakcji) [R] No tak…, ja wtedy nawet jeszcze nie kopałem, tylko odsypywałem tę dziurę. Ktoś już tu wcześniej grzebał i pewnie została zasypana przez policję. Byłem kilka metrów pod ziemią, kiedy zauważyłem, że ten piach się obsypuje. Bo widzi pan – tu jest taka dziwna warstwa – piach zmieszany ze skałą, z takim kruszcem. Ciężko to było zabudować i zabezpieczyć. Poza tym dookoła są jeszcze inne wyrobiska, ziemia jest spękana. No i zobaczyłem, że to wszystko nagle spada na mnie. Takie miałem szczęście, że zdążyłem jeszcze trochę wyskoczyć z tej dziury. Ale zahaczyłem o coś ręką, masa skał mnie zatrzymała i ściągnęła znów na dół. Tam mnie przysypało.

[JZ] Szczęście, że nie był pan sam.
[R] Tak, kolega usłyszał, że to się wali. Wie pan, to jest straszny dźwięk, taki, który ciężko pomylić z czym innym. Byłem przytomny, ale pamiętam bardzo mało. Ale trzask kamieni był przeokropny. Ciężko to opisać. Głowę miałem wygiętą pod dziwnym kątem, widziałem, że pozostała szczelina. Próbowałem się tam podciągnąć. Wtedy zasypało mnie do reszty. Nie mogłem oddychać, traciłem przytomność. Pamiętam tylko rękę tego kolegi na mojej twarzy i potem już ratowników. Mówili, że to on ich zawiadomił.

[ZJ] Poza kolegą, uratował Pana duży głaz.
[R] Strażacy potem mi mówili, że kawał skały oparł się na innych, co już spadły, a na nim oparły się tony tego piachu i kamieni. Jakby mnie przysypało to bym nie przeżył. W karetce ratownicy powiedzieli, że powinienem na kolanach do Częstochowy pójść, tyle miałem szczęścia.

[JZ] No dobrze, ale porozmawiajmy o pracy w biedaszybach, bo przecież po to się tu spotkaliśmy.
[R] My nie mówimy na to biedaszyby. Wolimy mówić dziury. Z biedą to już dziś nie ma wiele wspólnego. My tu przychodzimy do pracy, która ma dobre i złe strony. Dobra – pozwala nam jakoś żyć. Nie są to może jakieś super zarobki, ale są wyższe od tych proponowanych z urzędu pracy. Miesięcznie można zarobić ok. 3-4 tysięcy – to jest taki pułap, którego można sięgnąć. Pozwala na utrzymanie domu i drobne wydatki. Ja za samo wynajęcie mieszkania płacę 2 tysiące złotych, więc w Wałbrzychu idąc do normalnej pracy zarabiałbym tylko na czynsz i opłaty. A gdzie utrzymanie domu, rodziny, małego dziecka? Ta praca daje nam po prostu żyć.

[JZ] Kopiecie codziennie?
[R] Nie, codziennie nie. Mamy problemy z policją, ze strażą miejską. Sprawdzają wyrobiska, zasypują, szukają nowych. Szczególnie teraz, po tych dwóch wypadkach, ale i wcześniej naloty nie pozwalały nam pracować codziennie. Zresztą ja tu wtedy też przyszedłem tylko po to, żeby dorobić przed świętami. Skończyło się tak, że mama przypłaciła mój wypadek zdrowiem, a narzeczona, kiedy mnie zobaczyła w szpitalu całego we krwi, z powykręcaną nienaturalnie ręką –  wpadła w histerię i pytała w kółko, czy mam cały kręgosłup.

[JZ] Powszechny obraz wałbrzyskiego biedaszybnika, to mówiąc stereotypowo: żulik i pijaczyna. Pan się nie wpisuje w ten obraz.
[R] Zgadza się. Ale widzi Pan, ja nie wyglądam jak żul, nie jestem też alkoholikiem. W wypisie ze szpitala jest napisane, że nie stwierdzono u mnie alkoholu we krwi. Oczywiście zdarzają się czasem takie sytuacje, ale te osoby się goni, bo one nam robią taką sławę, a nie inną i  często po prostu przeszkadzają w pracy. Nie pozwala się im wkopywać koło siebie, odsyła do domu. Powtarzam – stereotyp biedaszybów nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. One już dawno nie mają wiele wspólnego z biedą i alkoholem. Pewnie, że się zdarzają wypadki – ale przecież nawet w kopalni, w której nad bezpieczeństwem czuwa sztab ludzi dochodzi do nieszczęść, a co dopiero w szybie, który jest zabezpieczony tylko prowizorycznie.

[JZ] Twierdzi pan, że wśród kopiących nie ma nikogo pasującego do tego obrazu?
[R] Oczywiście, że są. Zdarzają się wypadki ujawnienia kopiących pod wpływem alkoholu. Dla nas takie osoby są problemem.

[JZ] Ilu was tu kopie?
[R] Teraz u nas na Sobięcinie to ok. 20 osób. To jest taka przybliżona, w miarę stała liczba, ale nie jestem w stanie określić dokładnie.

[JZ] Mówi Pan, że biedaszybów nie należy kojarzyć z biedą. W takim razie z czym?
[R] No nie można. To jest taki obraz z czasów, kiedy zamykali kopalnie. Górnik, który stracił pracę, nie potrafił często nic innego robić, brał ten przysłowiowy kilof i łopatę i szedł kopać. Potem tych parę worków niósł na targ albo innego hurtownika… jakieś tam pieniądze dla rodziny zarobił. Potem się to zmieniło w przemysł. Kopały setki osób. Ze współczesną pracą nie ma to nic wspólnego. Dziś, żeby ten węgiel wydobywać, spotykamy się w grupach dwu-, czasem kilkuosobowych, zbieramy sprzęt, wsiadamy w auto, jedziemy na miejsce. Kopiemy węgiel, później rozwozimy szybko do klienta, bierzemy pieniądze. I tak w kółko.

[JZ] Mówi Pan o tym, jakby to była normalna praca.
[R] Bo to jest normalna praca. Niczym się od innych nie różni. Może poza tym, że zagrożenia są większe. Ludzie mówią, że trzyma nas to, że nie mamy szefa, że nie płacimy składek. No nie płacimy, ale nie mamy też żadnych zasiłków, nie mamy ubezpieczeń. Część z nas nie jest nawet zarejestrowana jako bezrobotni.

[JZ] A pan jest ubezpieczony?
[R] Tak, jestem zarejestrowany jako bezrobotny. Z tego tytułu mam ubezpieczenie.

[JZ] Z tego, co pan mówi można wywnioskować, że osoby zarabiające kopaniem węgla, nie zawsze są ludźmi ubogimi. Nie stać was na to, żeby się ubezpieczyć prywatnie? Choćby od kosztów leczenia albo pobytu w szpitalu?
[R] Pewnie byłoby stać. Takie ubezpieczenie nie kosztuje dużo – może 60, może 100 zł w miesiącu. Ale prawdę mówiąc nikt tu o tym nie myśli. Nikt nie wychodzi do pracy z myślą, że właśnie jemu może przytrafić się taka przykra historia. Mi się przytrafiła.

[JZ] No właśnie – nikt o tym nie myśli, a w ciągu niespełna miesiąca rozegrały się dwa dramaty: Pana, ze szczęśliwym, mimo pokiereszowanego ciała, finałem, i tragiczny w skutkach, kilka dni temu w Gorcach, gdzie zginął 41-letni mężczyzna. Nie odstrasza to was od schodzenia pod ziemię?
[R] Proszę pana.. Każdy z nas w mniejszym lub większym stopniu to przeżył. Czasem zasypało kogoś po kostki, bo spadł mu na przykład kawał gliny na stopę, co też jest bolesne, czasem po kolana, a czasem, jak mnie, zasypało w całości. Większości przypadków nie zgłaszamy. Zdarzenia, gdzie występuje zwykłe zasinienie, jakieś tam drobne urazy – przyjmujemy to jako element pracy. Czasami jesteśmy w stanie sobie sami pomóc, odkopać się. To się po prostu zdarza.

[JZ] Przychodzą do was nowi ludzie, czy pracujecie w zamkniętej grupie? Może niekoniecznie młodzi, ale nowi? Powiększa się grono kopiących?
[R] Teraz już niewielu. Z tego co mi wiadomo węgiel wydobywają ci, co albo robili to cały czas, albo kopiąc dorabiają sobie do pensji. Tu nie ma przypadkowych osób. Po pierwsze nikt, ot tak z ulicy, nie potrafiłby wejść i kopać. Trzeba umieć znaleźć miejsca, w którym jest węgiel. Potem wiedzieć jak kopać, jak utrzymać i zabezpieczyć wyrobiska. My się na tym znamy. Osoby, które tu pracują, zazwyczaj same pozyskują nowych pracowników. Uczą ich jak tu się robi. Ale nowych jest  niewielu.

[JZ] Według legendy i opowieści biedaszybnicy to taka wałbrzyska mafia. Mówi się o wymuszeniach, oddawaniu „daniny”, pracy na jednego nadzorcę. To prawda?
[R] No ja bym tego tak nie określił. Po prostu jesteśmy dobrze zorganizowani. Każdy z nas odgrywa tu jakąś rolę: są osoby które ten węgiel pozyskują, inni zajmują się rozprowadzaniem materiału. Dlatego mówi się, że to jest zorganizowana grupa… przestępcza. Chyba dlatego, bo potrafimy sobie pracę ułatwić, potrafimy się towaru szybko pozbyć, nie trzymamy go. Nie, nie jest to żadna mafia. Nie ma jakiś tam wymuszeń, haraczy. W latach 90. może i coś takiego funkcjonowało, ale ja osobiście tego nie doświadczyłem i nie znam takich przypadków. Tyle, że różne historie się słyszało.

[JZ] Przestępcza, bo przecież łamiecie prawo.
[R] Rzeczywiście nie ma co tego kwestionować. Prawo geologiczne i górnicze mówi jasno, że nie można węgla pozyskiwać bez koncesji. Grozi za to grzywna od 500 zł do 5 tysięcy. No łamiemy prawo, ale nie do tego stopnia, żeby czuć się jak złodzieje.

[JZ] Jaki stosunek mają wałbrzyszanie do osób kopiących w biedaszybach?
[R] Różnie. Jedni są przeciwko nam – patrzą na nas przez ten stereotyp, o którym pan mówił: że przychodzimy z alkoholem, pijemy i kopiemy żeby mieć na wódkę. Mówią że niszczymy i dewastujemy teren. Kiedyś zimą mogliśmy postawić koksiaki, żeby się ogrzać – dziś ludzie widząc z okien ogień dzwonią po policję. Ale są też tacy, którzy potrafią zrozumieć, że jesteśmy normalnymi ludźmi, którzy w taki sposób zarabiają na życie. Że mamy rodziny, którym trzeba zapewnić godne życie.

[JZ] Myśli pan, że ten proceder, zawód, zjawisko przetrwa? Czy biedaszyby będą trwały tak długo jak będzie tu węgiel?
[R] Czy ja wiem? Teraz głownie kopią osoby starsze i w średnim wieku, a młodych jest niewielu. Myślę, że może nie za 2-, 3-, nie za 5-, ale za kilkanaście lat biedaszyby znikną. Jakieś pojedyncze osoby na pewną będą kopać, ale to jak z jeżdżeniem po pijanemu – tak długo jak będzie alkohol, zawsze się znajdzie ktoś, kto po pijanemu wsiądzie za kółko.

[JZ] Co Pan teraz będzie robił? Nie bardzo może Pan kopać.
[R] No tak. Nie mam możliwości pracy – mam uszkodzony bark, nie mogę poruszyć ręką. No i teraz nie wiem. Czekam na decyzję lekarza, może dostanę jakąś rehabilitację. Będę szukał pracy nie wymagającej wysiłku fizycznego i użycia siły obu rąk. Ale nawet gdybym był zdrowy do dziury już nie zejdę.

[JZ] Kim pan jest z zawodu? Nie chciał pan pracować w swoim zawodzie?
[R] Skończyłem zawodówkę, jestem mechanikiem samochodowym. Tylko wie pan – w urzędzie pracy szukają ludzi z doświadczeniem. A gdzie ja takie doświadczenie miałem zdobyć? Kilka lat temu skończyłem kurs tanatopraktyki – kosmetyki funeralnej. Znaczy przygotowywałem zwłoki do pochówku. Pracowałem w kilku zakładach pogrzebowych, ale zarobki nie powalały. W żadnym nie zarobiłem więcej niż 2 tysiące. A jak się ma małe dziecko i wynajęte mieszkanie to za mało. Teraz myślę, że może po rehabilitacji wrócę do tego zajęcia? Bo jak mówiłem; kopał to ja już raczej nie będę.

***

Według danych wałbrzyskiej straży miejskiej i policji na 110 tysięcy mieszkańców Wałbrzycha aktywnie kopiących osób i okolicach jest około dwudziestu. Większość z nich to mieszkańcy okolicznych miejscowości: Boguszowa-Gorc i Jedliny-Zdroju. W 2017 roku przeprowadzono ponad 200 interwencji i zasypano ok. 130 nielegalnych wyrobisk. Proceder z roku na rok słabnie, jednak tak długo, jak długo będą kopiący, tak długo trzeba liczyć się z niebezpieczeństwem tragedii takich, jak te na Sobięcinie czy w Boguszowie-Gorcach.

Największe nasilenie osób i zdarzeń związanych z biedaszybami miało miejsce na przełomie XX i XXI wieku, kiedy po likwidacji kopalń byli górnicy dostali od ówczesnych władz miasta nieformalne przyzwolenie na wydobycie węgla na własną rękę. Wykorzystując ciągnące się bardzo płytko pokłady węgla proceder ten uprawiały setki osób, zorganizowanych w nieformalnych grupach zawodowych, często o charakterze przestępczym. Wtedy też miało miejsce najwięcej zdarzeń z udziałem osób kopiących węgiel.

Od dekady gmina Wałbrzych walczy z nielegalnymi wyrobiskami i wizerunkiem miasta obciążonego tym problemem. Tereny „węglonośne” są regularnie patrolowane przez zespół złożony z policji i straży miejskiej. W razie wykrycia wyrobiska sprawdzane jest ono przez funkcjonariuszy, a w razie głębszych szybów przez straż pożarną, a następnie zasypywane.

To jest Nasz news

Do informacji, które tu opisujemy pierwsi dotarli reporterzy Dziennika Wałbrzych. Dziękujemy za to, że nas czytacie. Jeśli macie ciekawe informacje, lub byliście świadkami zdarzenia / wypadku – dajcie nam znać! Dziękujemy!

Zobacz także