Ratownicy Sudeckiej Grupy GOPR podsumowali dolnośląskie ferie. Ciężko mówić o bezpieczeństwie na stokach.
Statystyki ratowników górskich nie pozostawiają złudzeń. Sytuacja na stokach, szczególnie w tych dużych resortach narciarskich, jest daleka od ideału. Od początku ferii doszło tam do aż dwustu dziewięćdziesięciu dwóch wypadków, z czego zdecydowana większość to ciężkie urazy nóg, rąk i głowy.
Nowoczesne centrum kształcenia w Wałbrzychu.
Branżowe Centrum Umiejętności stawia na mechatronikę i technologie przyszłości
– Jeśli chodzi o wypadki narciarskie, mam wrażenie, że to jest po prostu ilość ludzi, którzy są na stokach, którzy cieszą się białym szaleństwem i niestety to nagromadzenie ludzi powoduje, że do tych wypadków dochodzi. No inna sprawa to też są oczywiście umiejętności narciarskie, ale myślę, że główną przyczyną jest bardzo duża ilość ludzi – powiedział w Czarnej Górze Jacek Koziarek, szef wyszkolenia Sudeckiej Grupy GOPR.
Zupełnie inną sprawą jest brawura i nieostrożna jazda. Aż 30 tegorocznych wypadków to zderzenia z inną osobą lub przeszkodą. Wciąż nie wszyscy też doceniają wagę jazdy w kasku, szczególnie na zlodowaciałym, sztucznym śniegu.
– No dzieci powinny obowiązkowo nosić te kaski. Natomiast zachęcamy dorosłych, żeby nosili, bo też mamy wiele urazów głowy i to jest spowodowane tym, że na tych twardych stokach, jeżeli ktoś się nawet delikatnie przewróci, uderzy głową, no to niestety o uraz jest bardzo łatwo – mówi Michał Koksa, wiceprezes Sudeckiej Grupy GOPR.
Dużo mniej wypadków wydarzyło się na szlakach turystycznych. Tu turyści dość rozważnie wychodzą w góry. Raczki i kijki trekkingowe to już w Sudetach w zasadzie standard.



