Dodano: 20 marca 2020 15:05

19 osób zginęło. Uratowano zaledwie 5. Dziś mija rocznica tragicznej lawiny w Karkonoszach [FILM]

Tematy: 


Dziś mija 52 rocznica jednej z największych tragedii w historii polskich gór – wielkiej lawiny w Białym Jarze. Tony śniegu, które zeszły przed południem 20 marca 1968 roku pogrzebały 19 z 24  osób, które zabrała lawina. Byli to turyści z Polski, byłego ZSRR i Niemiec Wschodnich.

Rankiem 30 marca 1968 roku nic nie zapowiadało tragedii. Pomimo dość silnego wiatru pogoda była słoneczna, wręcz wymarzona na górskie wędrówki. Kilkunastu turystów z ówczesnego Związku Radzieckiego postanowiło wbrew swojej grupie wybrać się na Śnieżkę. Do Karpacza przyjechali na zakończenie wycieczki po Polsce, którą otrzymali za dobre wyniki w pracy. Nie mieli przewodnika. Rozbawioną, lekko pijaną, kilkuosobową grupę poprowadził pilot wycieczki, Stefan Wawryniuk z Warszawy.

Mimo słonecznej pogody wyciąg na Kopę był nieczynny z powody silnego wiatru wiejącego w górnych partiach gór. Spod kasy odeszło z kwitkiem już kilkadziesiąt osób. Nie wszyscy jednak rezygnowali. Część zdecydowała się na wyjście w góry czarnym szlakiem – tak zwaną Śląską Drogą, prowadzącą wzdłuż potoku do Białego Jaru, a stamtąd na Kopę i do Domu Śląskiego.

Mimo panującej w Karpaczu wiosennej aury, wyższe partie gór wciąż przykryte były mokrym, topniejącym śniegiem. Ratownicy GORP ogłosili w Białym Jarze stan zagrożenia lawinowego. Trzy dni wcześniej lawina przysypała tam siódemkę narciarzy, którym na szczęście udało się wydostać spod śniegu i pomimo obrażeń – przeżyć. Jednak kierownicy pensjonatów i domów turystycznych nie tylko nie zareagowali na ostrzeżenie. Niektórzy wręcz odmówili poinformowania swoich klientów o panującym w górach zagrożeniu.

Dochodząca do Białego Jaru grupa złożona z Rosjan, Niemców i kilkorga Polaków nie wiedziała o tym. Rozbawieni nie wybrali bezpiecznego, wytyczonego w 1928 roku, po zejściu lawiny, szlaku zimowego. Kontynuowali wędrówkę łatwiejszą, prowadzącą dnem doliny letnią ścieżką.

Dramat rozegrał się o godzinie 10.50. 21 tysięcy ton mokrego śniegu zsunęło się z czoła Białego Jaru i części zbocza Złotówki wprost na podchodzących pod górę turystów. Łamiąc drzewa jak zapałki, pędzący z prędkością 100 km/h śnieg zabierał ze sobą wszystko, co stało na jego drodze.

Z liczącej 24 osoby grupy piątce udało się uratować: byli to maruderzy, którzy zostali w tyle i żywioł uderzył w nich z mniejszym impetem. Przewracanym i poturbowanym udało się im uchwycić gałęzi drzew, które ocalały – i w ten sposób ocalić życie.

Czoło lawiny miało 20 metrów wysokości, a jego szerokość przekraczała 70 metrów. Dramat 19 osób trwał 50 sekund. Świadkowie zdarzenia rzucili się na pomoc. Minęło kilkadziesiąt minut, zanim na miejscu pojawili się zawiadomieni pracownicy dolnej stacji kolejki i ratownicy GOPR. Na pomoc wyruszył batalion Wojsk Ochrony Pogranicza oraz ratownicy z czeskiej Horskiej Sluzby.

Jak mówią świadkowie zdarzenia poszukiwania zasypanych osób były bardzo trudne. Żleb Białego Jaru wypełniony był twardym, zbitym śniegiem. Dodatkowo istniało realne niebezpieczeństwo zejścia kolejnej lawiny. Żeby temu zapobiec żołnierze sprowadzili moździerz i działo bezodrzutowe. Strzelanie okazało się bezskuteczne.

Pierwszego dnia udało się odnaleźć 10 ciał. Nazajutrz przybyło rąk do szukania – na pomoc przyszli mieszkańcy Karpacza i chorążowie z Jeleniej Góry. Mimo ogromnych nakładów sił odnaleziono tylko jedną osobę – Rosjankę. Następnych 5 ofiar trzeciego dnia. Potem po jednym, dwa ciała dziennie. Ostatnie dopiero 16 dni po zejściu lawiny – 5 kwietnia.

Żeby upamiętnić tragedię w miejscu, w którym zeszła lawina postawiono najpierw drewnianą tablicę pamiątkową, a w 1970 roku pomnik. Ten został jednak zniszczony przez lawinę. W sierpniu ubiegłego roku w  miejscu dawnego pomnika odsłonięto tablicę pamiątkową. Widnieje na niej napis – „Zmarłym ku pamięci, żywym ku przestrodze”.

Biały Jar po zejściu lawiny 20 marca 1968 roku. fot. użyczona / Archiwum Karkonoskiej Grupy GOPR

Zobacz także

© DTP Service s.c. Wałbrzych 2015